Skutki uboczne.

Tragedia w trzech aktach

Osoby: Alyness – młoda kobieta, Matka Alyness, Tom – chłopak Alyness, Handlarz perto – staruszek wyglądający na bezdomnego, Chór, Przewodnik chóru, Ktoś z chóru, Koleżanka I – osoba należąca do chóru, Koleżanka II – osoba należąca do chóru, Koleżanka III – osoba należąca do chóru.

Miejsca akcji: dom matki Alyness, taras – miejsce spotkań Alyness i Toma, real – czyli teatr przyszłości.

Akt I

Scena I

W domu. Wnętrze przytulne.

Przewodnik chóru:

Noc. Za dużo światła w tej nocy. Nie widać gwiazd.

Ludzie mówili, że sztuczne niebo wytwarza piękniejsze widoki. Kwiaty rozkwitają, zorze przechodzą po czarnej powierzchni nocy. Od tego bolą oczy, męczy się głowa.

A w gwiazdy można patrzeć.

Przyjdzie Alyness. Będzie mówiła szybko i wesoło. Powie o nowych pomysłach na jeszcze piękniejszy świat.

Radość rozkwitnie, szczęśliwi ludzie będą przechodzić jasnymi ulicami. Perfekcja, sterylna perfekcja. Oczy nie mają się na czym zatrzymać.

Matka:

Alyness zaraz przyjdzie. Przygotuję jej kolację. Zjemy. Gdy jej nie ma, żyje się tak powoli.

A jednak czekam na nią.

Zaczyna przygotowywać kolację. Wchodzi Alyness.

Alyness:

zwraca się do matki.

Byłam dzisiaj z Tomem.

Szliśmy po parku, park jak zawsze jest piękny, mamo.

Liście nigdy nie spadają z drzew, zarośla są ciemne w ciepłym powietrzu. Pachnie zielenią, słońce przegląda się w kałużach z zeszłego deszczu.

Idealne miejsce naszych spacerów.

Matka:

Idealne? Wiesz, że nie lubię idealnych przestrzeni.

Są zbyt białe, idealni ludzie zbyt wysocy, zimni i szczupli. Gdybyś powiedziała miłe…

Chwila ciszy.

Alyness:

cicho

Tom mi powiedział, że jest sposób…

Matka:

Na co?

Alyness:

Na szczęście.

Na ściszenie jazgotu złości.

Matka:

Jaka to metoda?

Alyness:

Bezinwazyjna neutralizacja czynników odpowiedzialnych za gniew.

Betryzacja. Podobno nie ma skutków ubocznych.

Matka:

Wierzysz w nią?

Alyness:

Nie wiem, mamo.

Może to prędka nadzieja… Może ten płomyk się udusi.

Matka:

Ale chciałabyś…

Alyness:

Czego?

Matka:

z nutą ironii

Sukcesu. Perfekcyjnego szczęścia. Tłumu zadowolonych ludzi.

Uśmiechniętych bogaczy i wesołych żebraków.

Alyness:

Nie chcę żebraków.

Matka:

To co z nimi?

Alyness:

Nakarmić. Napoić.

Przyjąć. Przyodziać.

Matka:

Myślisz, że to możliwe? Uśmiech wszechobecny, przed którym się nie schowasz?

Zawsze będą większe domy,

zawsze będą bezpieczniejsze glidery.

I zawsze będzie szczęście pełniejsze – i bledsze.

Alyness:

Wiem.

Zatem niech nie będzie żalu,

że drugi uśmiecha się szerzej… Niech nie będzie zazdości.

Matka:

To niemożliwe.

Szczęśliwość powszechna od narodzin do śmierci bez odwrotu,

bez przerwy, bez prawa rozejrzenia się

poza kwitnące z radości niebo.

Dzwoni telefon.

Alyness:

odbiera

Tom?

Tom:

głos w słuchawce

Słuchaj, Alyness.

Wyjdźmy gdzieś, wytłumaczę ci moją nadzieję jeszcze raz.

Alyness:

Mama mi mówiła…

Tom:

Matka? Martwi się?

Dorośli zawsze boją się jutra. Zostali w złocistym wczoraj. Czasem w czarnym, pełnym pyłu. Myślą, że jeśli przeszłość straszyła, nie ma radości nigdzie indziej.

Że wczoraj jest jedynym czasem. To nie tak.

Alyness:

Przyjdę. Spotkajmy się tam, gdzie zwykle.

Odkłada słuchawkę. Do mamy:

Tom dzwonił. Idę do niego.

Wychodzi.

Przewodnik chóru:

Zatem wyszła. Będą mówić o świecie bez złości,

o kolejnej nowinie,

która błyszczy brokatem.

Matka:

Nie lubię brokatów, chemicznych zórz nocą. Uparcie wolę gwiazdy,

ale co one mają do rzeczy?

Scena II

Taras z widokiem na miasto nocą.

Alyness:

Więc jestem.

Tom:

Słuchaj, Alyness. Chciałbym, żebyś wiedziała, świat idzie w dobrą stronę.

Chór:

Świat idzie w dobrą stronę.

Ktoś z chóru:

Skąd to wiemy?

Chór:

To oczywiste. Jest pięknie. Nie ma złości.

Ktoś z chóru:

Jeszcze jest.

Chór:

Ale nie będzie.

Alyness:

do Toma

Myślisz, że to proste?

Tom:

Myślę,

że coś musi być lekarstwem.

Alyness:

Betryzacja?

Tom:

Co innego?

Było już zbyt wiele przegapionych szans.

Alyness:

Poddałbyś się betryzacji?

Tom:

Zrobiłem to. Chciałabym, żebyś ty… żebyśmy razem…

Chór:

Razem.

To słowo jak magnes.

Alyness:

To słowo mnie przyciąga. Razem. My.

Mama się zmartwi, jeśli to zrobię. Ale odebrać sobie słówko razem? Nie dam rady.

Chór:

Nie dasz rady.

Chór dzieli się na dwa głosy.

I połowa chóru:

Kochasz go.

II połowa chóru:

A mamę?

I połowa chóru:

Kochasz go.

II połowa chóru:

Za mocno!

Tom:

Co mówisz, Alyness?

Alyness:

Waham się.

Tom:

Nad wszystkim się wahasz. Bądź odważna, idź dzielnie do jutra!

Alyness:

Żegnasz mnie?

Tom:

Jak to?

Alyness:

A to do jutra…

Tom:

Idź dzielnie do jutra. Nie zostawaj z tyłu za przyszłością.

Alyness:

Rozumiem.

Chór:

Rozumiesz.

Ktoś z chóru:

Nie rozumiesz.

Chór:

Rozumiesz.

Alyness:

Będę myślała. A może masz rację.

Ja też bym chciała uśmiechniętych twarzy. Ja też ci wierzę, tylko jednego nie wiem.

Mama…

Tom:

Nie zatrzymuj się w jej wczoraj.

Alyness:

Nie zatrzymać się nad nią?

Tom:

Daj jej jutro bez smutku.

Ale najpierw Ty.

Pozwól sobie.

Alyness:

Już pójdę. Pomyślę jeszcze.

Tom:

Poczekaj!

Patrzy na Alyness badawczo.

Ty… nie chcesz?

Alyness wychodzi.

Tom:

Nikt nie chwyta pierwszych promyków

słońca wiosną. Patrzę na ludzi chowających się

w cieniu. Boją się lamp, myślą, że zatrują się ich światłem.

Przodownik chóru:

Alyness jest taka. Chce więcej szczęścia, nie tylko okruszki.

Ale nie wierzy w szanse, a gdy się w nie nie wierzy,

one przepływają przez palce.

Tom wychodzi.

Scena III

Dom. Nie ma nikogo, oprócz chóru. Z chóru wychodzą koleżanki Alyness.

Koleżanka I:

Będzie lepiej.

Koleżanka II:

Dzieci będą rodziły się uśmiechnięte.

Koleżanka III:

Nic złego się nie stanie do końca świata.

Koleżanka I:

Zniknie żółty grymas zazdości.

Koleżanka II:

Zaciśnięte pięści biedy.

Koleżanka III:

Niech żyje radość! Niech życie się cieszy!

Niech wykrzykniki zmienią się w okrągłe syte kropki.

Koleżanka I:

Stanie się dokładnie wszystko dobre. Nie stanie się to, co złe.

Koleżanka II:

Będzie dobrze! Nie będzie źle!

Wchodzi Alyness.

Alyness:

Cześć.

Koleżanki:

chórem:

Witaj!

Alyness:

Co u was?

Jak tam płynie czas?

Jak idzie? Jak pełznie? Jak biegnie?

Czy szkoła

w pigułkach lepsza od zwykłej?

Koleżanki:

Jest perfekcyjnie.

Koleżanka I:

Idealnie!

Koleżanka II:

Czas już nie straszy, krzyk już nie budzi.

Alyness:

Mówicie, że jest lepiej… Ja też bym chciała

dołączyć do chóru szczęśliwych… Ale…

Koleżanki:

Niedługo

wszystkie wątpliwości znikną.

Koleżanka I:

Rozwieją się jak dym.

Chór:

Jak dym.

Alyness:

Nie wiem, czy w to wierzyć.

Koleżanka I:

To nie jest tak. To nie jest kwiestia wierzyć, nie wierzyć. To będzie widać. Już widać.

Chór:

Widać!

Alyness:

z ironią

Więc ociemniałam?

Chór:

Więc ociemniałaś.

Alyness:

odwraca się, odchodzi kawałek. Chcę po prostu szczęścia. A ono rozdziera się na dwoje –

stare prześcieradło!

Chcę jutra i nie mogę kopnąć wczoraj do kosza. Zbyt wiele tam zostawiłam.

Mamo!

Nie lubisz perfekcji,

zorze chemiczne tak błyszczą, gwiazdy są za daleko,

nie dosięgniesz ich wzrokiem.

Chcę po prostu uśmiechu – jakiego?

Nie myślałam. Czy szczęście może być tak trudne,

tak skręcać się w teorię?

Rozdziera mi się na milion argumentów –

stare prześcieradło!

Koleżanki Alyness wchodzą w chór. Alyness wychodzi.

Scena IV

Nadal dom. Pojawia się matka.

Matka:

I znowu czekam. Będę czekała, smuciła się nią i czekała znowu.

Nasze spotkanie nie będzie radosne. Skąd to wiem?

Mówili, że szczęście się pleni, rozrasta po inforach.

Ona powie to samo.

Wchodzi Alyness.

Alyness:

Siada do stołu.

Mamo?

Posiedźmy dzisiaj dłużej.

Matka:

Chcesz rozmawiać o radości?

Alyness:

Nie, dzisiaj już nie pora na takie rozmowy.

Za dużo mówiłam. Czy to ja nie umiem mówić?

Czy to oni

chcą życia jak prostej linii i nic innego nie słyszą?

Matka:

Odpocznij. Wchodzisz i wychodzisz.

Alyness:

Mam tego zbyt wiele, za dużo światów. Jestem

pomiędzy – to trudne.

Siedzą w milczeniu. Światło gaśnie.

Akt II

Scena I

Nazajutrz rano.

Real.

Tom stoi, czekając na Alyness .

Chór:

Chodź!

Wbiega Alyness.

Chór:

Zdecyduj!

Alyness podbiega do Toma.

Chór:

Zrób to!

Alyness patrzy w stronę domu (matki).

Chór:

Nie wierz!

Alyness siada, chowając głowę w ramionach. Chór dzieli się na dwoje.

I połowa chóru:

Musisz zaryzykować!

II połowa chóru:

Boisz się!

I połowa chóru:

Tchórzysz!

II połowa chóru:

A matka?

I połowa chóru:

A Tom?

Alyness wychodzi z Tomem, by poddać się betryzacji.

Chór:

Teraz nie zejdziesz z wybranej ścieżki –

z ruchomego chodnika.

Matka wchodzi na scenę, rozgląda się.

Matka:

Alyness!

Chór:

Alyness!

Matka:

Gdzie poszła? Znów czekam. To nieznośne czekanie!

Myślami błądzi po ciepłych, ciemnych alejach parku.

Mieliśmy się spotkać w realu. Za dużo

we mnie naszej historii, zobaczymy cudzą, aż się wyleje nadmiar smutku.

Alyness wchodzi. Siada z matką na widowni realu.

Z chóru wychodzą dwaj realiści (aktorzy). Symulują bójkę. Alyness wybiega z widowni, zasłaniając oczy.

Matka:

Co się stało?

Alyness?

Czyżbyś to zrobiła?

Było ci źle? Może

za dużo złości na świecie, ale tak uciekać? Przed czym?

Alyness opuszcza scenę.

Scena II

Nadal real.

Handlarz perto wjeżdża z wózkiem.

Handlarz:

ściszonym głosem

Wolność. Nie kupi pani?

Matka:

Dla mnie?

Handlarz:

Dla kogo Pani chce. Proszę ciszej.

Matka:

cicho

Jak pan sprzedaje wolność? Jak można

ją zamknąć w słoiku? Przecież jest wolnością…

Handlarz:

Są sposoby. Ta wolność to perto. Znosi działanie betryzacji. Pani potrzebuje?

Matka:

Nie wiem.

Handlarz:

Może ktoś inny? Ktoś z pani

rodziny? Znajomych? Wrogów? Albo przyjaciół?

Matka:

Po chwili wahania

Proszę o poradę. Moja córka pobiegła za szczęściem… daleko. Kochała… kocha ludzi i światła lamp.

Dzisiaj nie zniosła przemocy w realu. Realiści żyją fantazją, ona… ja nie wiem.

Handlarz:

Pewnie betryzowana… Proszę wziąć. Dla pani za pół ceny, tylko…

Matka:

Jak długo to działa?

Handlarz:

Kilka godzin. Wystarczy, żeby zobaczyć ponownie radość prawdziwą, grzeczny uśmiech

to nie jest to, ludzie teraz lubią

leniwe promyki słońca. Boją się grać z burzą.

Matka:

Nie chcę więcej burzy.

Handlarz:

Bez niej

słońce jest suchym chlebem. Żywi, nie smakuje.

Matka:

Ja tylko chcę odzyskać jej prędki głos. Niebo jest teraz czyste, znowu doskonałość. Biel i srebro. Nie ma gdzie się schować,

wszędzie pachnie kwiatami i czyszczeniem ścian.

Ja tylko odzyskam ją na chwilę, jeśli podjęła już decyzję, nie mogę zawrócić jej z jednokierunkowej ulicy. Za szybko pędzi czas, czai się w bieli.

Zostanę – ciemna plama na lśniącym świecie, kiedy jej przestanie krzyczeć w oczy

jaskrawa perfekcja.

Handlarz:

Zatem

proszę się zdecydować. Dać jej głębszą radość pachnącą sztormowym wiatrem…

zanim nas przyłapią.

Matka kupuje perto. Transakcja odbywa się w ciszy, następnie postaci rozchodzą się szybko.

Scena III

Taras

Tom i Alyness

Tom:

Ile się zmieniło od ostatniego spotkania? Nie musimy krzywić się do słońca za jesień. Po niej zawsze przychodzi zima, taka biała.

Alyness:

Piękna i cicha.

Tom:

Potem wiosna i lato. Jesień nie jest brzydka.

Nie można bać się szarych kropli deszczu, czasu też nie trzeba.

Jesień jest pełna czasu, on kapie jak mżawka, ludzie krzyczeli z rozpaczy, nie mogąc

go zatrzymać.

Krzyk nie pomaga, ludzie byli ponurzy, gdy on ich gryzł i drążył

w szarym kamieniu.

Alyness:

Teraz

serce nie jest kamieniem.

Chór:

Serce nie jest kamieniem.

Ktoś z chóru:

Ono już nie boli.

Chór:

Nie boli.

Ktoś z chóru:

Czy brak bólu to wszystko?

Alyness:

jakby nieobecna, mówi do siebie

A jednak patrzę na chmury i nie mogę skakać z radości, nie umiem się śmiać. Jest dobrze, ale brakuje mi… czego?

Tom:

Słyszysz, Alyness? Mówię. Miasto jest pełne świateł na powierzchni nocy.

Alyness:

zamyślona

Tak…

do siebie

Nauczę się spokoju,

nauczę się nie myśleć… tyle.

Jest coś pięknego w tym półmroku

i coś dziwnego.

Tom:

Pełno w Twoich oczach wieczoru, chmur, ciepłego światła. Czy to cudze okna się w nich przeglądają? Czy Twój dom?

Alyness:

zadumana

Nie wiem.

Tom:

Słuchaj, nie chciałabyś… razem? Wrócisz do matki, ona znów ci powie o bólu.

Alyness:

Mówisz o mieszkaniu?

Tom:

Tak.

Alyness:

Razem. To słowo jak magnes. Pójdę. Nie oprę mu się.

Odebrać je sobie? Nie.

Tom:

Zostańmy jeszcze chwilę. Nie musimy teraz wracać, gwiazdy wzejdą, nie odróżnisz, które prawdziwe, ale komu to potrzebne?

Wszystkie błyszczą, są kolorowe niczym nasze lekkie zabawy, nasz subtelny śmiech.

Scena IV

Dom.

Matka stoi przy kuchennym blacie, oglądając butelkę perto.

Matka:

Zrobiła to zatem, ale mogę ją odzyskać…

na chwilę. Powiedzieć kilka rzeczy odkładanych tak długo…

Chór:

Nareszcie możesz!

Matka:

A jeśli to tylko wróci ją na chwilę do dawnego bólu, drżącego przez tamte dni na jej twarzy cienia?

Pokocha wiatr, gwałtowny i pachnący deszczem, a potem będzie musiała znów odejść?

Chór dzieli się na dwie części.

I połowa chóru:

Chociaż raz, chociaż jedna rozmowa.

II połowa chóru:

Wyrwać ją z jej spokoju?

I połowa chóru:

Z więzienia.

Chór:

razem

Wybrała. To jest ścieżka zamknięta. Bez powrotu.

Z chóru wychodzą dwie postaci – jedna po jednej, druga po drugiej stronie sceny. Postać I gestem przywołuje matkę, kobieta odwraca się, podchodzi kilka kroków. Postać II robi to samo. Matka gestami wyraża wahanie. W końcu postaci mieszają się z chórem. Matka schodzi ze sceny, nie podejmując decyzji. Perto zostaje na stole.

Scena V

Dom.

Na scenę wchodzi Alyness.

Alyness:

Tyle mówiłam. Chce mi się pić.

Chór:

Na stole… butelka.

Alyness:

Jestem zmęczona. Tylko to. Nie stoją nade mną cienie, zaraz przejdzie

ten dziwny brak, którego nie nazwałam

żadnym słowem. To zmiana. Każda zmiana musi…

Chór:

Butelka…

Alyness:

Za dużo mówiłam. Słowa sypią się teraz

jak błyszczący śnieg. Westchnienia, obietnice, wszystko będzie dobrze, bez uczucia, od niechcenia. Zaschło mi w gardle.

Zauważa napój na stole. Pije.

Chór:

Stało się.

Czerwone oświetlenie

Przodownik chóru:

Turkot, furkot dookoła.

Chór:

Ruszył taniec.

Przodownik chóru:

Trzask przedmiotów, czas tłuczony. Krzyk do rytmu, brzęk i szum.

Chór:

Tysiąc myśli stuka w tan.

Przodownik chóru:

Szturmem, chórem – ból

Chór:

Ból trzyma.

Alyness:

Co mi się stało? Dlaczego boli?

Tom mnie oszukał?! To coś… betryzacja!

Usypia iskry w oczach, ale

budząc się, krzyczę jeszcze głośniej!

Może to kłamstwo? Perfidna zabawa? Znieczulenie dla igły działania, wołającej rusz się nareszcie!

Byłam głupia! Naprawdę tak chciałam uciec? Przerażał mnie kot z myszą w pazurach?!

Ostatni prędki oddech antylopy? W rosnącym drzewie widziałam tłuste korniki! Nic więcej?

Myślałam, że coś zmienię!

Ale zostawić zazdrosne syczenie węża?!

Las szumiący boleśnie?! Wyciąganie rąk na rogach ulic?

Wtedy nie mogłam znieść zastygłych ze strachu oczu!

I źrenic wąskich, żądnych krwi!

Powinnam była milczeć! Nie burzyć układanki rdzawych cegieł – dopóki się trzyma!

Szaleństwo! Krzyczy po kościach obłęd!

Czy teraz jestem nie przy zdrowych zmysłach?

Czy wczoraj byłam? Betryzowana?!

Jutro uciszy się wieczór czerwony jak krew! Ona w moim ciele szumi gniewnie!

Czy znowu do snu?

Niestety! Ale dlaczego? Młodość – jest za droga! Zbyt głęboko wpadłam w jej śmieszne marzenia!

Nie ma kogo wołać! A jednak na fraszkę tłumom

głupio uśmiechniętym wołam –

litości!

Światła gasną.

Akt III

Scena I

Dom. Poranek. Blade światło.

Alyness:

budzi się

Gdzie jestem? Dlaczego spałam tutaj?

Coś się wydarzyło. Płakałam. Z jakiego powodu? Przejmowałam się czymś – za bardzo.

Alyness podchodzi do stołu. Widzi butelkę perto.

Piłam to… wczoraj. A potem ten gniew.

Dlaczego? O co? Może od napoju źle się poczułam.

Niedługo jadę do Toma. Muszę się zająć moimi rzeczami. Zabrać podręczne sprzęty.

Spacery były takie miłe w parku,

nie mogę zapomnieć o tych ciemnych drzewach,

o ciepłym powietrzu, moich rumianych policzkach.

Teraz będziemy razem. To słowo… mówiłam kiedyś, że przyciąga. Dawniej się opierałam.

Więc zabrać… zabrać wszystko, co potrzebne.

Wchodzi Tom.

Tom:

Alyness? Zobacz, jaki błogi spokój w tym poranku.

Alyness:

Jest w nim coś sinego.

Tom:

Czemu tak mówisz?

Alyness:

Próbuję zapomnieć,

wskoczyć z powrotem w sny pełne kwiatów, nie detergentu.

Nie mogę. Ale kto wie, a nuż to znaczy, że zostało

we mnie coś z dawnej Alyness.

Tom:

I znowu to wczoraj. Podam ci rękę, wyjdź z niego.

Alyness:

Kocham twoje dłonie, gdy idziemy, trzymając się za ręce, czas taje jak śnieg w pierwszej zieleni marca.

Nie chcę jednak brnąć dalej w blady chłód bezbolesnego snu. Pozostał

we mnie człowiek, jak ziarnko piasku w bucie.

Tom:

Budzi się we mnie ostatni zmęczony ptak żalu, słuchaj, my stoimy po brzegach chemicznej przepaści.

Alyness:

Jednak wysyłam ci

śmieszne całusy.

Tom:

Dlaczego śmieszne?

Skąd w tobie tyle smutku?

Alyness:

Muszę powiedzieć. Wczoraj zobaczyłam na stole… napój.

Wypiłam, i wtedy… nagle… złość. Jakby zniknęła neutralizacja gniewu.

Tom:

szeptem

Perto…

Kto ci je podał?

Alyness:

Była tylko matka.

Scena II

Wchodzi matka, widząc Alyness i Toma chce się wycofać, ale Tom zwraca się do niej.

Tom:

do matki, spokojnym głosem

Pani mnie posłucha… Podała pani Alyness perto. To zabronione. To szkodzi.

Matka:

zdenerwowana

Naprawdę… jak to się stało?

Alyness:

Widziałam na stole

butelkę. Nie wiedziałam, co to.

Matka:

zaskoczona

Nie chciałam jej krzywdzić…

Tom:

z ironią

Więc skąd to się wzięło?

Samo nie przyszło.

Matka:

zakłopotana

Ja nie…

Tom:

Zatem pani nie chce jej szczęścia.

Alyness:

wtrąca się

Chcecie oboje, ale ja zgubiłam

drogę, nie świecą mi na niej

gwiazdy prawdziwe ani sztuczne ognie. Cofnęłabym czas, ale prąd zbyt silny.

Porywa mnie.

Matka:

na stronie

Długo dojrzewa złote jabłko uczuć, boleśnie dojrzewa.

Nie urośnie, pozostanie – małe rajskie jabłuszko.

Spokój zapomni, że mogło go nie być. Oczy przestaną pamiętać o kroplach smutnej rosy.

Przeze mnie!

Mogłam przewidzieć, że ona wypije, że w niej zadrga

ostatnia struna gorączki myśli.

Ja też uciekłam. Brak twardego zdania przed samą sobą – najgorsza decyzja.

Chór:

Łzy z tych oczu,

w które lubiłaś patrzeć, teraz krzyczą

ci w twarz winą.

Matka:

Przecież walczyłam, podawałam ci ostatnią dłoń.

Tylko wyślizgnęła ci się z osłabionej ręki, Alyness.

Twoja twarz zbyt ciężka

dla mojego serca.

Chór:

Zbyt ciężka kara dla matki

widzieć jak odpływa rzeką uciszenia córka.

Matka schodzi ze sceny w jedną stronę, Tom w przeciwną.

Scena III

Alyness:

Po prostu smutek rozrzuconych barw.

patrzy w kierunku, gdzie odszedł Tom

I twojej bieli bladej jak szpitale.

patrzy w kierunku, gdzie odeszła matka

I ognistego perto.

Chór:

Smutek i siny bezkrzyk zamkniętych ust.

Alyness:

Miała być gładka powierzchnia szczęścia. Nie przewidziałam skutków ubocznych. A jednak…

Chór:

Skutki uboczne betryzacji?

Miało

ich nie być!

Alyness:

Chmury są białe, idealnie białe, nie płyną po nich lekkie ptaki – te iskierki życia

Kiedyś te puste chmury były daleko, za twardą ramą okna.

Teraz blisko, za blisko.

Nie widać gwiazd ani słońca, ani sztucznych ogni.

Nie widać dni, gdy sączyłam z matką słowa ze szklanek w ciepłym blasku żółtej lampy staruszki.

Teraz wyrzucam je z siebie bez gniewu.

Chór:

Szczęście

rozdziera się na dwoje. Na milion.

Pod powierzchnią – smutek. Smutek. Smutek.

Alyness:

Człowieka w sobie się czuje.

A jednak nie chcę go odrzucić

jak ciężaru dłoni na delikatnych palcach.

To dziwne, ta pajęczyna

smutków i mieniących się kropli rosy pełnych odcieni.

Przewodnik chóru:

Śpiewano gniew, śpiewano od początku, gniew Achillesa, co niszczył, by zbudować księgi i pieśni. Na pieśniach budynki,

na nich miasta, na miastach królestwa.

Królestwa osiągnęły perfekcję, uciszyły gniew. Lecz na dnie pozostał smutek.

Do bólu ludzki smutek.

Chór:

Smutek, smutek, smutek…